Strona Główna Rodzina Szkół
im. Świętej Jadwigi Królowej

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload
 Ogłoszenie 
W dniu 14.X.2006 r. w Krakowie zawiązała się Rodzina Szkół Świętej Jadwigi Królowej.  inicjatywy - konkursy - więcej    

Poprzedni temat «» Następny temat
Moc życzeń
Autor Wiadomość
Małgorzata Grzankowska 


Szkoła: SP Radomice
Dołączyła: 26 Paź 2006
Posty: 1072
Skąd: Lipno
Wysłany: Sob 24 Cze, 2017 12:59   Moc życzeń

w Dniu Imienin
Panu Prof. Janowi Bruździe
I Janowi Pociejowi z Krakowa

oraz
Wszystkim dzisiejszym
Solenizantom w Rodzinie
Szkół Jadwiżańskich


Składam szczere i serdeczne życzenia:
Wypraszanych Łask Bożych z nieba,
Za wstawiennictwem Patronów:
Św. Jadwigi Królowej i Jana Chrzciciela.

Wszystkiego dobrego, dużo zdrowia
I tego co, najlepsze i najpiękniejsze.
Dużo słońca i miłości,
Niech ten dzień będzie
Szczęśliwy i radosny.
Z pozdrowieniem!

Małgorzata

sol...jpg
Plik ściągnięto 2246 raz(y) 8,7 KB

 
 
Ela Górecka 


Dołączyła: 18 Sty 2007
Posty: 144
Skąd: Radom
Wysłany: Nie 25 Cze, 2017 23:09   

Życzę wszelkiego dobra i wielu łask na każdy dzień.
Elżbieta Górecka
 
 
Jan Pociej 
Wujek


Wiek: 62
Dołączył: 22 Paź 2006
Posty: 363
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 13 Lip, 2017 10:33   

Kochani!

Dzięki za wszelką życzliwość.

Nie było mnie tu ponad miesiąc, bo działo się dużo. Dwudziestego czerwca obroniłem pracę doktorską na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był to bój prawdziwy, trwający trzy godziny, z kontrowersjami wśród Komisji (5 "za", 2 "wstrzymujące" i 2"przeciw"), z niektórymi członkami tak niezadowolonymi z ostatecznego werdyktu, że wypadli z sali nie podając mi ręki. Potem robota, wnusie, próba obalenia mitu tensora energii-pędu (udana - okazało się, że Michio Kaku odwalił za mnie całą czarną robotę swoją książką "Hiperprzestrzeń"). No i wreszcie dzisiaj jestem z powrotem, mam nadzieję, już regularnie, jak dawniej.

Serdecznie pozdrawiam Całą Rodzinę, a Was, Droga Małgorzato i Droga Elu, w szczególności!

Wasz -

Krakowski Wuj
 
 
Ela Górecka 


Dołączyła: 18 Sty 2007
Posty: 144
Skąd: Radom
Wysłany: Pią 14 Lip, 2017 19:59   

Drogi Janie,
Serdecznie gratuluję Ci obrony pracy doktorskiej. Bardzo się cieszę, że sukcesem zakończył się trud, którego się podjąłeś . Doskonale wiesz, jak bliskie jest mi to, czym zajmuje się filolog polski , ale i krytyczne myślenie filozoficzne (przed laty obroniłam także magisterium w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego). Janie, ściskam Twoje obydwie dłonie.
Pozdrawiam,
Ela.
 
 
PiotrMuzyk 

Szkoła: Nie pracuje w szkole
Dołączył: 20 Cze 2016
Posty: 10
Wysłany: Czw 24 Sie, 2017 16:05   

Panie Janie, jest Pan chodzącą niespodzianką! Czytuje Pan książki Kaku? Interesuje Pana może teoria strun i superstrun? Pochwalę się i wyznam Panu, że mieszkając w Santiago de Compostela poznalem prof. José Edelsteina, fizyka pracującego na tamtejszym uniwersytecie, przemiłego i bardzo skromnego człowieka, który również zajmuje się tą teorią. Uczyłem zresztą grać na skrzypcach jego syna, więc można powiedzieć, że za teorią strun postępowała codzienna praktyka... Serdeczne pozdrowienia i jeszcze raz, serdeczne gratulacje!!
 
 
Jan Pociej 
Wujek


Wiek: 62
Dołączył: 22 Paź 2006
Posty: 363
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 20 Wrz, 2017 10:16   

Drogi Piotrze!

Co za wiadomość! Ten Edelstein pachnie cebulą aż do Krakowa (to nazwisko i ten synek-klezmer...). Chętnie bym z nim porozmawiał. Interesuje mnie przede wszystkim dwoistość materii-ruchu, a teoria strun wydaje się jej doskonałym przykładem.
Tytułu doktorskiego, niestety, przynajmniej na razie nie otrzymam. Rada Wydziału stosunkiem głosów 16 do 3 opowiedziała się przeciwko. Zadziwia mnie to, bo przecież zrobiłem wszystko, co trzeba, a tu jacyś ludkowie, którzy mojej pracy w ogóle nie widzieli, pozbawiają mnie należnej nagrody. Pozostaje liczyć na to, że ich następcy przyznają mi doktorat honoris causa (zapewne pośmiertnie :-D ), bo po lekturze Hiperprzestrzeni Kaku ostatecznie upewniłem się, że to co napisałem o dwoistości dynamiczno-energetycznej bytu jest prawdą.

Serdeczne pozdrowienia z zapłakanego deszczem Krakowa -

Jan

PS
Nasze układ "na ty", zawarty w auli seminaryjnej, wymaga jeszcze rektyfikacji, ale myślę, że możemy już być po imieniu w tej korespondencji.


[ Dodano: Sro 20 Wrz, 2017 11:41 ]

Ponieważ program nie pozwala mi tu napisać osobnej wiadomości, wybijam tłustym drukiem odpowiedź do Elżbiety

Droga Elżbieto!

Dzięki za gratulacje. Jak piszę wyżej Piotrowi, Rada Wydziału Filozoficznego zrobiła ze mnie męczennika. Chodzę teraz z palmą zamiast dyplomu i... działam dalej!
Miło słyszeć, że interesujesz się filozofią. Oczyma duszy widzę już, jak siedzimy w czerwcowy dzień pod Basztą Sandomierską i, popijając aromatyczną kawę, roztrząsamy najgłębsze tajemnice wszelkiego BYTU... O czym pisałaś pracę magisterską?

Serdeczności z Krakowa -

Jan
 
 
PiotrMuzyk 

Szkoła: Nie pracuje w szkole
Dołączył: 20 Cze 2016
Posty: 10
Wysłany: Sob 23 Wrz, 2017 21:33   

Janie,
Od momentu Twego oświadczenia na forum, że zaproponowałeś mi wzajemne przejście na "Ty", mogę w ten sposób zwracać się do Ciebie bez obawy, że ktokolwiek mógłby mnie posądzić o spoufalanie się. Kwestię podniesionej przez Ciebie ewentualnej "rektyfikacji" pozostawiam Tobie, wiedz jednakże, że forma "Pan" zawiera w sobie, w moim odczuciu, pewną szlachetność i dostojeństwo i doceniam ją w równym stopniu jak skracającą dystans, praktyczną formę "Ty".
Poczuwam się do powinności uściślenia: Edelstein jest fizykiem teoretycznym - nie politykiem, nie filozofem, nie poetą; siedzi w komputerze i bazgrze ołówkiem na tonach papieru od rana do nocy a "opary cebulowe" nie wychodzą poza jego pracownię. Nie politykuje, nie filozofuje i nie płodzi wierszy zapładniających ideami umysły czytelników. Szczerze mówiąc cieszyłoby mnie gdybyś przyznał, że wolisz żydowskie brzmienie nazwiska "Edelstein" od na przykład polskiego... "Woleński"! A co do "diety warzywnej"... no cóż, śp. Kardynał Lustiger też zapewne "pachniał cebulą", o Św. Janie od Krzyża i Edycie Stein nie wspominając... nie chciałbym jednak odnosić się do dorobku tych postaci oceniając ich "preferencje żywieniowe".
Jeszcze kilka słów o synku Edelsteina. Otóż, spieszę poinformować, że grał wyłącznie klasykę, przynajmniej na lekcjach ze mną. Skrzypce powstały równolegle we Włoszech i w Polsce (a w obecnym kształcie prawdopodobnie z mariażu liry da braccio i skrzypiec polskich, o którym to instrumencie wspomina Martin Agricola w 1529 roku. Najwięksi wirtuozowie w okresie rozkwitu sztuki gry na skrzypcach byli prawie zawsze Włochami lub Polakami (Tartini, Locatelli, Paganini, Lipiński, Kątski, Duranowski), instrumenty strunowo-smyczkowe u Św. Augustyna są symbolem Pasji Chrystusa. Dziś prawdziwych klezmerów już nie ma, a gdy byli i grywali na skrzypcach, to tylko dlatego, że mieli niewątpliwą przyjemność i przywilej zamieszkiwania terenu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i korzystania z jej dorobku kulturowego.

To tak na marginesie rozważań o Św. Jadwidze. Skręciliśmy trochę w inne tematy, i myślę, ze pora wrócić mentalnie na Wawel.

Serdecznie Cię pozdrawiam!
Piotr
  
 
 
Jan Pociej 
Wujek


Wiek: 62
Dołączył: 22 Paź 2006
Posty: 363
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 25 Wrz, 2017 10:34   

Drogi Piotrze!

Wracam mentalnie pod Wawel, skręcam na Kazimierz, wchodzę na teren dawnej dzielnicy żydowskiej i cóż widzę? Na ulicy Szerokiej widzę słup ogłoszeniowy, a na nim plakat reklamujący występ zespołu klezmerskiego. Ech, daliby Ci oni bobu za stwierdzenie, że dzisiaj prawdziwych klezmerów już nie ma!
Ja oczywiście nie mam zielonego pojęcia, czy ten Twój Edelstein do Żyd, czy nie Żyd, bo nazwiska mogą być mylące, ale powierzchowne znamiona wskazują, że Żyd. No to ja sze jemu pięknie kłaniam i myszle, że synkowi koniecznie trzeba dać parę lekcji klezmera.
Czy ja wolę Edelstein od Woleński? Szczerze mówiąc, ja zawsze wolę autentyczność od udawania, więc ja wolę Edelstein. Ja nie wiem po co Hertrich-Woleński sze potrzebuje nazywać Woleński, a nie Hertrich. Czy on sze zląkł polski antysemityzm? To niech on mi powie, czy na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie jakikolwiek nieobrzezany Polak miałby szansę na taką karierę, jaką on robi w Polsce :mrgreen:
Ciekawe rzeczy piszesz o skrzypcach. Nie miałem pojęcia, że to polski (przynajmniej po części) wynalazek. Lipiński, Kątski, Durandowski? Pierwszy raz słyszę, że byli tacy słynni skrzypkowie. O niejakim Kątskim słyszałem, że w jakiejś kresowej twierdzy straszył jakichś Turków wysadzeniem w powietrze lub zapobiegł wybuchowi, ale dzisiaj, po czterdziestu latach, wszystkie szczegóły wyparowały mi już z głowy. Do licha, jak słabo znam naszą historię! Oświeć mnie jeszcze!

Serdeczne pozdrowienia z Krakowa -

Jan
 
 
PiotrMuzyk 

Szkoła: Nie pracuje w szkole
Dołączył: 20 Cze 2016
Posty: 10
Wysłany: Pon 25 Wrz, 2017 17:59   

Janie,

Mogę Cię zapewnić, że muzykę folklorystyczną europejskich Żydów, wykonują w Polsce skrzypkowie i inni muzycy o karnacji bladej i włosach tak pszenicznych, jak słowiańskie pacholę przed postrzyżynami i że żaden z nich nie ma pojęcia o autentycznej muzyce klezmerskiej - nawiasem rzecz biorąc, nie ma ekspertów; nawet Ortodoksyjni Chasydzi, czyli ci, którzy ten "gatunek" stworzyli i mają do niego największe prawa, nie wiedzą już, jak mają się do wykonawstwa własnego folkloru zabierać, bo skrzypce zastąpili keyboardami i tworzą dziś coś w rodzaju disco-polo opartego na skali semickiej (istna tortura dla ucha!). Wysyp na pseudoklezmerów w Krakowie (ale tez we Wrocławiu, Lublinie i innych większych miastach) jest z mojego punktu widzenia uwarunkowany jedynie zabiegami marketingowymi licznych restauracji z ulicy Szerokiej i okolic. Jeśli zobaczysz, że oto dziś w Arielu występuje taki np. szanowny i słynny pan skrzypek Jascha Liebermann, to wiedz, że jego prawdziwe nazwisko brzmi Pawlikowski, gdyż jest on synem lutnika Pawlikowskiego z ulicy Krowoderskiej. Więcej złego robi YMCA naprzeciwko ich rodzinnego warsztatu niźli oni sami i im podobni, choć przyznam, mnie również irytuje nadmierne podkreślanie żydowskości Krakowa czy Polski w ogóle - zwłaszcza przez Polaków! Zatem podkreślam, nawet gdyby chcieli owi "słowiańscy klezmerzy" bobu mi dać, to nie będą wiarygodni z racji swego polskiego pochodzenia, nie zrobią tego również profesjonalnie, bo i muzycznie i etnomuzykologicznie ulec by mym argumentom musieli. Są oni dla mnie tak autentyczni jak Japończycy grający flamenco na hiszpańskich gitarach.
No Janie, oczywiście; Edelstein to Żyd! Prawdziwy Żyd rodem z Argentyny czyli wlaściwie gdzieś z Galicji. Oczywiście też wolę autentycznego Edelsteina od udawanego Liebermanna czy Woleńskiego.
W największym skrócie: Karol Lipiński był najpoważniejszym rywalem Paganiniego - słusznie nazywanego największym skrzypkiem wszechczasów. Był też jego dobrym przyjacielem. Zwykli byli siadywać przy jednym stole i cieszyć się swą obecnością, gdy ich trasy koncertowe przecięły się w którymś z europejskich miast. Nazajutrz stawali w "szranki muzyczne" - typowe dla ich romantycznych czasów były pojedynki wirtuozowskie między największymi, organizowane by gazety miały o czym pisać, a damy mogły mdleć. August Fryderyk Duranowski (wychowany we Francji, syn polskich emigrantów, podpisujący się czasami Durand! - plaga zmian nazwisk?!) również dał popalić Paganiniemu na estradach jako wirtuoz, ale po pierwszych, wielkich triumfach zajął się na dobre kompozycją, ku czemu przejawiał również niepośledni talent. O swoim uczniu (jednym z dwóch zaledwie) Apolinarym Kątskim, Paganini wypowiadał się jako o nadziei wiolinistyki, największym z żyjących młodych skrzypków. Kątskiemu zawdzięczamy odrodzenie Instytutu Muzycznego w Warszawie po Powstaniu Listopadowym, z którego powstało Konserwatorium Muzyczne, czyli dzisiejszy Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina. Więcej informacji o tej interesującej postaci masz tutaj:
http://www.operomania.hg...._apolinary.html
Jeśli prześlesz mi Twoj e-mail, Janie, podzielę się z Tobą arcyciekawym artykułem nt. symboliki religijnej, której dopatrywał się św. Augustyn w skrzypcach i instrumentach do nich podobnych. Mam to w PDF, niestety tylko po angielsku i włosku. Mój e-mail: grudzienp@gmail.com

Pozdrowienia!
Piotr
 
 
Jan Pociej 
Wujek


Wiek: 62
Dołączył: 22 Paź 2006
Posty: 363
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 26 Wrz, 2017 10:27   

Drogi Piotrze!

Gdy myślę o klezmerach, to przed oczami zawsze mam Leopolda Kozłowskiego, którego koncert w synagodze na Kazimierzu oglądałem parę lat temu przez telewizję. Okazuje się, że ten muzyk jeszcze żyje i w wieku 99 lat nadal udziela się artystycznie ( http://www.dziennikpolski...filmu,12264773/ )! I on chyba lubi Liebermann :-D . Wygląda więc na to, że na tym świecie istnieje przynajmniej jeden prawdziwy klezmer i ma swojego następcę, a Ty, mówiąc, że prawdziwych klezmerów już nie ma, zamknąłeś drogę do kariery i dużych pieniędzy biednemu żydowskiemu dziecku, małemu Edelsteinowi, synkowi starego Edelsteina, Jankowi Muzykantowi argentyńskich pampasów i hiszpańskiej mesety!
Mimo to wysyłam do Ciebie swój adres e-mail, pragnąc się dowiedzieć, co św. Augustyn mówi o symbolice skrzypiec (English version, please). Z pielgrzymki naszego Papieża do Skoczowa (1995) pamiętam, że kanonizowanego tam Jan Sarkandra straszliwie torturowano w Ołomuńcu na urządzeniu zwanym "skrzypiec", ale ono zapewne ma ze skrzypcami tyle wspólnego, co zwykłe krzesło z elektrycznym.

Serdecznie pozdrawiam -

Jan

[ Dodano: Wto 26 Wrz, 2017 15:09 ]
Drogi Piotrze!

Przeczytałem otrzymany od Ciebie arcyciekawy artykuł i muszę się podzielić wrażeniami na forum! Ten artykuł to kolejne świadectwo głęboko chrześcijańskiego charakteru kultury europejskiej, uświadamiające zarazem, jak głębokie rany zadało jej barbarzyństwo rewolucji francuskiej. Każdemu teraz będę opowiadał o tym, że prawdziwi twórcy skrzypiec widzą w nich krzyż Naszego Pana, a w strunach - Jego samego, rozciągniętego na drzewie krzyża, że kojarzą siedem słów Jezusa wypowiedzianych na krzyżu z siedmioma podstawowymi tonami muzyki, że struny dawnych skrzypiec były wykonywane z jelit baranich i każdy muzyk wiedział, że symbolizują Baranka Bożego, że Paganini grał tylko na takich strunach i miał ukryte w szyjce swoich skrzypiec pięć gwoździ jako znak męki Chrystusa. Świetnie, że znalazł się człowiek, który to przypomniał!
Jako laika i architekta z wykształcenia zaciekawiły mnie ponadto szczegóły techniczne, zwłaszcza te dotyczące badań nad proporcjami harmonii, a także strun metalowych. Zawsze ciekawiło mnie, kiedy i jak ludzie byli w stanie wytworzyć drut i takie struny. No i okazuje się, że niejaki Praetorius podjął takie próby już w roku 1619, a najcieńszą strunę metalową E udało się wytworzyć z końcem XIX wieku, czyli dopiero w czasach dość już wysoko zaawansowanej technologii.
Artykuł wzbudził też mój niepokój o Twoje, Drogi Piotrze, cenne zdrowie. Piszą tam, że struny stalowe są w stanie wytworzyć dźwięki o znacznie wyższej częstotliwości (40 000 Hz) niż struny baranie (15 000 Hz). Wysokie częstotliwości strun stalowych to są już ultradźwięki, które mogą powodować bezsenność, szum w uszach, a nawet zniekształcenie odbioru wysokości dźwięku (to oznacza w tym przypadku pitch distortion, o ile się nie mylę).
Piotrze! Na jakich strunach Ty grasz? Na jakich strunach grałeś przy dzieciach podczas spotkania Rodziny? Ja od ósmego czerwca mam szum w uszach...

Serdeczne pozdrowienia z Krakowa -

Jan
 
 
PiotrMuzyk 

Szkoła: Nie pracuje w szkole
Dołączył: 20 Cze 2016
Posty: 10
Wysłany: Wto 26 Wrz, 2017 19:59   

Janie,

Najpierw bardzo krótko o klezmerach, wychodząc z założenia, że ich muzyka to jednak wytwór dosyć nieciekawy, jednorodny, schematyczny, przereklamowany - lepiej zająć się folklorem ziem polskich, bo tu różnorodność jest przeogromna. Co do Panów Kozłowskiego i Liebermanna - jedna jaskółka wiosny nie czyni, dwie też nie. Poza tym, nawet gdyby czyniły, to fakt, że Pan Kozłowski nazywa samego siebie "ostatnim klezmerem" nie znaczy jeszcze, że nim jest (no, chyba, że uznamy, że "klezmer" to stan umysłu, to wtedy ja już nie mam żadnych argumentów bo pod czaszkę Pana Kozłowskiego zaglądać nie umiem i nie chcę). To, że Kozłowski pochodzi z liczącego się przed wojną klanu klezmerów też nie ma wiekszego znaczenia, może o tyle jedynie, że był w stanie wykorzystywać dawno powstałe, zasłyszane, znane tylko sobie utwory/melodie do własnych, współczesnych aranżacji. Klezmerzy to muzykanci wędrowni (jak rumuńscy lautarzy) a powiedz mi, widziałeś kiedyś klezmera przy pianinie, które ze sobą wszedzie taszczy? Klezmera kończącego studia muzyczne w klasie fortepianu we Lwowie i dyrygentury w Krakowie? Co to za nomadyzm, dwa miasta ledwie! To juz ja jestem lepszym "klezmerem", jeśli weźmiemy tę akurat cechę za główną, poza graniem na "instrumentach przenośnych": trzy kraje, sześć miast zamieszkania! I co, nie brzmi dumnie? ;) Poza tym prawdziwi klezmerzy mieli niską pozycję społeczną a Pan Kozłowski chyba nie jest jakimś krakowskim pariasem, wyszydzanym tu i ówdzie za to i owo, chociaż niejeden mógłby mu właściwie zarzucić, ze zdradził ideały muzyki klasycznej dla innych celów muzycznych oraz tych bardziej materialnych (ale zostawmy ten przebrzmiały dziś idealizm!). Podpinanie się pod tradycję, upiększoną i wygładzoną na dodatek, jest bardzo wygodne w pewnych sytuacjach... ale zwyczajnie naciągane. Nie czuję się przekonany.
Dlaczego ja o tym piszę. Jak to zwykle w życiu bywa wszystko łączy się ze wszystkim. Jak połączyć skrzypce z Żydami, Chrześcijaństwem, strunami jelitowymi, Rewolucją Francuską, itd.? Mało ważne, z pozoru, "elementy kultury" mogą okazać się doskonałym przykładem na pewne szersze, ogólne zjawiska. Tak, rzeczywiście masz rację, choć nie wynika to wprost z tekstu, który Ci przesłałem - Rewolucja Francuska była zaczątkiem wielkiego kryzysu Europy, który ciągnie się za nami od lat i nic nie wskazuje, by miał się on ku zakończeniu - raczej się zaostrza. Przeczytalem niedawno książkę François Souchal'a pt. "Wandalizm Rewolucji" - polecam Ci ją i każdemu, kogo interesuje historia i natura myśli ludzkiej. Niesamowite, jak wielka, zaraźliwa i niszczycielska potrafi być głupota. Akurat jeśli chodzi o budownictwo instrumentów to Rewolucja (i następująca po niej szeroko pojęta masowość produkcji) zniweczyła właściwie wszystko; etos i cech (w sensie: zawód, craft), bo zniszczono pewien sposób myślenia i percepcji oraz szczególny sposób podejścia naturalistycznego do budownictwa w ogóle. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz. Na pewno dużo na ten temat wiesz. Budownictwo instrumentów wg. starych, przedrewolucyjnych zasad to sztuka-praca intelektualna, zakorzeniona w duchowości chrześcijańskiej, przy wykorzystaniu naturalnych praw - głównie akustycznych - podobna do budownictwa katedr gotyckich. Nie ma tu żadnej chorej pseudo-magii, jest wielka wiedza empiryczna. Dziś zna te zapomniane zasady garstka ludzi, liczonych na palcach jednej ręki. To ogromnie szeroki temat, którego tu jedynie dotykam, ze względu na ograniczenia czasowe. Kto zechce wiedzieć więcej - niech szuka, i znajdzie. Nie mogę jednak nie nadmienić kilku faktów. Włoskie instrumenty są prawdziwymi arcydziełami, dopasowane są akustycznie do włoskich budowli sakralnych, brzmiące w ich murach doskonale - francuskie post-rewolucyjne są ich nędznymi imitacjami, o niemieckich i innych nie wspominając - niezależnie od tego, co lutnicy i dealerzy instrumentów nam dziś mówią, a mówią, co im pragnienie zysku nakazuje. Generalizuję być może, ale napiszę na marginesie, że włoska kultura powoduje mój zachwyt, zaś francuska, post-rewolucyjna zwłaszcza, wydaje mi się absolutnie pozbawiona pierwiastka humanistycznego, karykaturalna, nadęta, niespójna i fałszywa jak cała Francja-elegancja. Wracając do skrzypiec; chcę tylko zaznaczyć, odnośnie tych gwoździ w szyjce instrumentu, że nie tylko Niccolò Paganini miał je w swoich skrzypcach - wszyscy lutnicy włoscy przytwierdzali dawniej gwoździami szyjkę instrumentu do drewnianego klocka, umocowanego wewnątrz jego pudła. Była to powszechna praktyka lutnicza, dzisiaj zastąpiona klejeniem w połączeniu z inną techniką spajania drewna (wczep skośny, jaskółczy ogon). Odnośnie tych "rewelacji chrystologicznych" chciałbym jeszcze dodać, że ich wartość jest głównie historyczna, choć nie przeczę, że wskazujący na symboliczny związek Pasji Chrystusa z instrumentami strunowo-smyczkowymi (instrument jako crux dissimulata) Św. Augustyn i Klemens Aleksandyjski są autorytetami. Na życzenie prześlę artykuł zainteresowanym - proszę o kontakt.
Janie, o mój słuch ani zdrowie nie martw się! Jestem nauczycielem muzyki od bardzo długiego czasu, chyba wystarczająco długo, by się uodpornić na hałas i poziom decybeli ponad normę. Odpowiadam na Twoje pytania: w Krakowie grałem dla Was na tym, co było pod ręką a wyboru nie było żadnego. Niestety skrzypaczka grająca pięknie na Mszy Świętej zniknęła razem ze swoim instrumentem, zatem pożyczyłem jedyne dostępne skrzypce od Pani z zespołu ludowego, za której życzliwość jeszcze raz tutaj dziękuję. Były to bardzo proste skrzypeczki przystosowane do grania jedynie folkloru, absolutnie nie da się na nich wykonywać muzyki klasycznej, z metalowymi strunami. Zwykle używam strun jelitowych (marki Pirastro Passione), czasem też syntetycznych o parametrach zbliżonych do jelitowych. Metalowych strun nie używam i nie zamierzam.

Pozdrowienia!
Piotr

IMG_0979.JPG
Plik ściągnięto 4 raz(y) 458,78 KB

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group